Proszę Państwa… a oto jest KOT


Koty pomimo tego, że jak wiadomo chadzają swoimi ścieżkami, wiernie towarzyszą ludziom od zarania dziejów. Ze względu na swój niewątpliwy urok i charyzmę stały się też wdzięcznym tematem twórczych dokonań człowieka. Liczba kocich wizerunków w malarstwie, rzeźbie, plakacie, grafice, rzemiośle artystycznym czy filmie jest olbrzymia, nie wspominając nawet o obecnym zalewie kocich treści w internecie.

Wśród tej ogromnej masy twórczości dotyczącej kotów wyróżnić trzeba autorów, którzy jako prekursorzy, świadomie i z wysokim artyzmem, wprowadzili koty do świata sztuki. Jednym z pierwszych wybitnych artystów interesujących się kotami był malarz Gottfried Mind (1768–1814) zwany „kocim Rafaelem”. Jego zwierzęta nie są ozdobą sceny — są jej sensem. Leżą, przeciągają się, obserwują świat z uważnością istot, które wiedzą więcej, niż mówią.

W XIX wieku kot zadomowił się w mieszczańskim wnętrzu — i właśnie tam odnalazła go Henriette Ronner-Knip (1821–1909). Jej obrazy są ciche i ciepłe: kocięta bawią się kłębkiem wełny, dorosłe koty drzemią w promieniach słońca. To sztuka codzienności, w której kot nie jest symbolem ani metaforą — jest domownikiem.

Prawdziwa rewolucja w przedstawianiu kotów przyszła z osobą Louisa Waina (1860–1939), który pozwolił kotom stać się nami. Jego koty noszą ubrania, rozmawiają, świętują, plotkują. Są zabawne, niekiedy wręcz groteskowe, czasem zaś niepokojące. Dzięki niemu kot przestał być tylko zwierzęciem — stał się osobowością. Równolegle w Paryżu Théophile Steinlen (1859–1923) malował koty zupełnie inne: smukłe, dumne, nocne. Jego „Chat Noir” to nie pupil, ale symbol — wolności, niezależności, miasta, które żyje po zmroku. A w Japonii Utagawa Kuniyoshi (1798–1861) poszedł jeszcze dalej — jego koty bywały samurajami, aktorami, żartem i komentarzem społecznym. Lekkie, dynamiczne, pełne humoru, idealnie pasowały do świata drzeworytu ukiyo-e.

W ten sposób kot wszedł do sztuki: cicho, bez manifestów, ale na stałe. Od realistycznego studium, przez domową intymność, po symbol i fantazję. A jak to było z uwiecznianiem kotów na fotografii?

Nie ma możliwości ustalenia, kiedy dokładnie powstało pierwsze zdjęcie przedstawiające kota. Prawdopodobnie pierwszy obraz kota został uzyskany metodą dagerotypii już w latach 40. XIX wieku. Na najwcześniejszych fotografiach kot bywał dodatkiem — leżał na kolanach właścicielki, siedział na parapecie, pojawiał się gdzieś z boku, jakby przypadkiem. Ale ten „przypadek” szybko stał się wyborem. Fotografowie zauważyli, że kot przyciąga spojrzenie: jego sylwetka jest czytelna, futro pięknie łapie światło, a spojrzenie ma w sobie coś, czego nie da się wyreżyserować. Na dawnych fotografiach koty wyglądają też nieco inaczej niż te, które znamy z dzisiejszych memów i rolek z portali społecznościowych . Są bardziej… poważne. Jakby dokładnie wiedziały, że udział w sesji zdjęciowej w XIX wieku to nie byle jaka sprawa. XIX-wieczny kot siedzi nieruchomo, z ogonem starannie ułożonym wokół łap, jak arystokrata pozujący do portretu olejnego. Długie futro tworzy coś na kształt kryzy, a spojrzenie – spokojne, czujne, lekko wyniosłe – zdaje się mówić: „Tak, możesz zrobić mi zdjęcie. Ale nie każ mi się uśmiechać”.

Jednym z pierwszych, którzy uczynili kota pełnoprawnym bohaterem zdjęcia, był Harry Pointer (1822–1889), brytyjski fotograf. Sam siebie określał mianem „Cat Photographer to the Queen”. Jego koty siedziały przy stole, pozowały jak dżentelmeni i damy, udając ludzi z lekkim, absurdalnym wdziękiem. To była fotografia-inscenizacja — żart, ale też dowód, że kot potrafi „zagrać rolę” lepiej niż niejeden aktor.

Świadomie wykorzystywał potencjał komediowy i fotogeniczny kotów także amerykański fotograf Harry Whittier Frees, który już w 1906 roku wykonał pierwsze zdjęcie komediowe kota. Fotograf szył stroje i przygotowywał własnoręcznie każdą scenkę. Inscenizacje artysty trafiały później na pocztówki, do magazynów i książek dla dzieci.

Z czasem, gdy technika stała się szybsza i lżejsza, koty zaczęły się ruszać. Pojawiły się zdjęcia kociąt w połowie skoku, kotów bawiących się, śpiących w nieidealnych pozach. Fotografia pozwoliła im być sobą — chaotycznymi, miękkimi, niepozowanymi. A jednak nawet wtedy kot często patrzył w obiektyw tak, jakby to on oceniał fotografa.

Jednym z najbardziej znanych polskich cykli fotograficznych poświęconych kotom jest album „Koty” autorstwa Jana Styczyńskiego (1917–1981). To klasyczna pozycja z 1960 roku zawierająca ponad sto czarno-białych fotografii zwierząt — zarówno udomowionych, jak i dzikich — w różnych sytuacjach: portrety, sceny uliczne i domowe ujęcia. Jego praca nie tylko pokazuje koty jako tematy, ale też wpisuje je w ówczesną fotografię humanistyczną, pełną życzliwości i obserwacji codzienności.

W zbiorach Muzeum Fotografii mamy kilkadziesiąt fotografii zarówno twórców znanych jaki i anonimowych, na których znajduje się żywy kot. Na części z nich jest przypadkowym elementem scenki rodzajowej, czy dokumentalnej relacji z domów i wnętrz,  na części  z kolei jest maskotką, towarzyszem małych dzieci i kobiet – głównych bohaterów fotografii. Odnaleźć też można jednak fotografie, na których kot jest jedynym modelem. Wśród tych ostatnich na uwagę zasługują znakomite artystyczne portrety kocich osobowości wydobytych obiektywem Jerzego Lewczyńskiego, Władysława Marynowicza, Adama Karasia i Józefa Rosnera.

Patrząc na te zdjęcia nasunąć się może refleksja, że pomimo przełomów w rozwoju technologii fotograficznej fenomen kota nadal nam jednak umyka, pozostaje nieuchwytny, pozostawiając wrażenie, jakby kot wiedział o świecie coś, czego my nigdy do końca nie zrozumiemy.

Zakończyć wypada ciekawą anegdotą o roli kota w muzeum. W 1908 roku w British Museum pojawił się mały kotek, który otrzymał imię Mike i został włączony do zespołu muzealnego jako naczelny łowca szczurów i znakomity strażnik odganiający psy. Swoją muzealną posługę pełnił przez 20 lat, zmarł w 1929 roku, a jego odejście mocno przeżyła cała załoga. W muzealnym biuletynie ukazał się nawet oficjalny nekrolog, w którym nazwano go „wytwornym kotem, który ujarzmiał chaos stanowczością i samym spojrzeniem”. Pojawiła się w nim także elegia skomponowana przez F. C. W. Hiley’a:

Old Mike! Farewell! We all regret you,

Although, you would not let us pet you;

Of cats the wisest, oldest best cat,

This be your motto — Requiescat!

Przygotowała dr Anna Janota – Strama

Adiunkta, Dział Inwentarzy MuFo

 


Wybrana bibliografia:

  1. Madeline Swan, Historia kotów, Wydawnictwo Znak, Kraków 2021.
  2. Ja, kot. Koty w sztuce Japonii i Zachodu, Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha. Wystawa 6.02.2022 – 11.09.2022.
  3. Jan Styczyński, Koty, Wydawnictwo Sport i Turystyka, Warszawa, 1960.
  4. Alicja Szubert-Olszewska, Kocie sprawy w sztuce, Wydawnictwo Marek Derewiecki, 2013.